W moim otoczeniu na co dzień przebywa mało małych dzieci. Takich dwu czy trzy letnich. Ja nie mając z nimi styczności myślałam sobie, że jakby nawet były, to jestem już uodporniona na ich widok i nie mogą one wywołać już u mnie żalu. Myślałam, że jestem już pogodzona z tym stanem. Wczoraj się przekonałam, że niestety tak nie jest. Moja ukochana chrześnica, która ma 1,5 roku, mieszka w Anglii i najczęstszy kontakt jaki z nią mam, to skype. Razem z siostrą przyjechała kilka dni temu i mogłam ją w końcu przytulić i... przepadłam. Ten żal i ból, który poczułam, kiedy patrzyłam na nią, zaskoczył mnie bardzo. To co zostało mi odebrane jest okrutne i tak niesprawiedliwe. Kurcze, chyba tak naprawdę nigdy się z tym do końca nie pogodzę.
No cóż...jutro wesele brata, więc przywdziewam uśmiech i udaje, że w moim życiu wszystko jest ok...
Znam ten uśmiech...
OdpowiedzUsuńPewnie doszłyśmy w tym do perfekcji:)
UsuńDo tego nie można się przyzwyczaić... Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNiestety...:( masz całkowitą rację.
Usuń