czwartek, 3 sierpnia 2017

Plan

Zbieram się do tego posta już od dawna, ale jakoś brak mi weny. Wakacje, upały, sezon urlopowy mnie jakoś rozleniwiły. Z niecierpliwością oczekuję jesieni, bo to wtedy ruszmy do akcji. Wszystko już wiem:)

Rezonans miałam z trzy tygodnie temu. Badanie przebiegło w miarę szybko i bezproblemowo. Wyniki tez były od razu. Oczywiście w mojej głowie wyrósł sobie ,, piękny,, mikrogruczolak. To on jest sprawca tego, że moja prolaktyna tak wariuje. Trochę zdenerwowała mnie ta informacja. Zaraz pojawiła się myśl,  ,, co?  jeszcze to na dokładkę?!,,. No ale po ostudzeniu emocji, mogę stwierdzić, że lepiej jest wiedzieć, niż tkwić w niepewności. Przynajmniej wiadomo jak do tego podejść. Już za dwa dni otrzymałam od mojego lekarza rezeptę na lek Cabergolin 0,5 mg. Co mnie zdziwiło to tylko zalecenie, że na początek tylko po pół tabletki dwa razy w tygodniu. Dawka raczej znikoma, ale mam nadzieję, że zadziała tak jak trzeba. Na szczęście nie mam żadnych nieprzyjemnych skutków ubocznych, co nie jest takie jednoznaczne, przy stosowaniu leków działających na przysadkę mózgową. Jestem dobrej myśli, a już za trzy tygodnie mam kontrolę prolaktyny, także okaże się co i jak.
Otrzymując tą diagonozę i receptę byłam pewna, że z In vitro na kilka kolejnych miesięcy muszę sobie dać spokój. Myślałam, że trzeba najpierw ten hormon unormować, żeby można było o czymś konkretniejszym mysleć.  No i się zdziwiałam....

Dwa dni póżniej otrzymałam grubą kopertę z kliniki, a w niej recepty, cały plan przyjmowania leków, wszystkie potrzebne dokumenty. Byłam w lekkim szoku, nie powiem. Zszokowało mnie to, że to już...Jak chcę to mogę przystępować do procedury już  zaraz. Czekam na tylko na okres, wykonuje telefon do mojej pani doktor, od drugiego dnia cyklu zaczynam klucie w brzuch ...i wszystko się zaczyna. Moją pierwszą reakcją były łzy...Poczyłam się trochę przedmiotowo potraktowana. Liczyłam jeszcze na jakieś spotkanie z doktor, szczegółową rozmowę na temat tego, co robimy i dlaczego, a dostałam suchy plan. Co prawda, jest w nim wszystko wyszczególnione. Opisane krok po kroku. Nie mam w sumie zadnych pytań... no ale dziwny niesmak i zmieszanie pozostało.

Za daleko jednak już zaszłam, żeby teraz zbaczać z tej ścieżki:) Mimo wielu obaw, chcę zaufać mojej pani doktor i spróbować. Niestety sierpień, ze wzgledu na to, że ja i mąż będziemy pracować na inne zmiany i trudno byłoby dopasować do tego wizyty w klinice, musieliśmy sobie odpuścić. Długo myśleliśmy nad wrześniem. W jego drugim tygodniu zaczynamy długo wyczekiwany urlop. Planowaliśmy go od roku. Chcemy udac się gdzieś daleko, spędzić razem czas, zresetować się po prostu. Ja byłam w stanie z tego zrezygnować, bo podekscytowała mnie myśl, że w końcu mamy zielone światło i nie trzeba na nic już czekać. W końcu można zrobić ten konkretny krok w stronę upragnionego maleństwa. Tylko mój mąż....Ehhh:) Za jego namową( on musi się jeszcze nastroić) hehe, zdecydowaliśmy się na PAŻDZIERNIK. To ten miesiąc. Oby była dla nas szcześliwy:)

Rezepty już są. Za tydzień wykupujemy leki i czekamy jeszcze te dwa miesiące. Zaczynam  Gonalem dawką 150, od 7  dnia cyklu dołącza Cetrotide 0,25 mg, a od 8 Ovitrelle. Na razie czuję się z tym z wszystkim trochę niepewnie. Boję się że coś zrobię nie tak, coś pomylę, żle zrobię zastrzyk... Na szczęście mam jeszcze dwa miesiące by dokładnie zaznajomić się z tym wszystkim...

Rozpisałam się. Wiem. Nie wiem czy ktoś dotrwał do końca:)  No a to tylko praktycznie suche informacje. To, co się dzieje w mojej głowie, to już inna historia:) Mam nadzieję, że zbiorę się w najbliższym czasie, by jakoś to zebrać w całość i opisać
. Trzymajcie za mnie kciuki:):):)

2 komentarze:

  1. Eeeehhh, zazdroszczę tych przygotowań i tego planu. Na pewno jest duża nadzieja i nastawienie na najlepsze i tego się trzymaj bo to podobno pomaga!! No i tez bym raczej nie rezygnowala z dlugozaplanowanego urlopu bo na pewno pomoze wam zresetowac sie i podejsc badziej na luzie do wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty tez sie doczekasz szybko, zobaczysz. Staram sie myslec pozytywnie, a ze jestem z natury raczej pesymistka, to troche to wysilku ode mnie wymaga:)ale wierze mocno, ze ta NASZA historia moze miec tylko jedno SZCZESLIWE zakonczenie:)buziaki!

    OdpowiedzUsuń

Update:)

Miałam plan, że poprzedni post będzie moim ostatnim na tym blogu. Nie czuję juz tego pisania:) a zresztą moje wpisy wyglądały by bardzo podo...